Odcinkowy pomiar prędkości już działa… i powoduje zatory

Od kilku tygodni w 3 województwach działa już odcinkowy pomiar prędkości. Do końca tego roku zostanie on uruchomiony w 29 wytypowanych miejscach w całej Polsce. System jest priorytetem Inspekcji Transportu Drogowego w dalszej rozbudowie sieci automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Ma on zastąpić fotoradary na drogach krajowych, jednak będzie od nich bardziej bezwzględny. Prędkość będzie bowiem mierzona na długich odcinkach drogi, a nie punktowo więc wymusi na kierowcach ostrożniejszą jazdę w większym zakresie. System tym samym ma znacząco przyczynić się do spadku liczby ofiar wypadków drogowych. Podobna metoda działa z powodzeniem we Włoszech, gdzie po jej uruchomieniu indeks ofiar wypadków drogowych spadł o połowę.

Odcinkowy pomiar prędkości

Póki co odcinkowy pomiar prędkości powoduje zatory na drogach i budzi mieszane uczucia. Dlaczego tak się dzieje?

Zautomatyzowany proces

Nowe systemy rejestracji wykroczeń na określonym odcinku drogi powoli stają się codziennością. Montaż pierwszych urządzeń odcinkowego pomiaru prędkości „section control” w całym kraju zaczął się już pod koniec czerwca. W tej chwili uruchomiono 3 bramki systemu: w województwie podlaskim (na krajowej 19 łączącej Białystok z Lublinem), w województwie opolskim (na drodze nr 94 w Łosiowie) oraz w lubelskim (na drodze nr 82 w Łuszczowie). Tego rodzaju bramek będzie 29 niemal w każdym województwie, a długość odcinków kontrolnych wyniesie w sumie ponad 81 km. Odcinkowy pomiar prędkości obejmie drogi krajowe, gdzie według statystyk jest najwięcej wypadków. Najwięcej instalacji znajdzie się na Mazowszu. Zabraknie ich na razie w woj. pomorskim, kujawsko-pomorskim i wielkopolskim.

Podstawowymi kryteriami branymi pod uwagę w typowaniu lokalizacji, na których zainstalowane zostaną urządzenia rejestrujące były: stan bezpieczeństwa ruchu drogowego, warunki techniczne dla urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i ich umieszczania na drogach publicznych, kwestie infrastrukturalne czy też planowane remonty dróg, a także jednolite limity prędkości na całej długości odcinka. Stacjonarne urządzenia rejestrujące, które ujawniają naruszenia przepisów ruchu drogowego na określonym odcinku, mogą być bowiem instalowane w miejscach, gdzie obowiązuje stała prędkość dopuszczalna i ich długość nie przekracza 10 tys. m w obszarze zabudowanym i 20 tys. m poza obszarem zabudowanym. Ostatecznemu ustaleniu miejsc i odcinków dróg, na których zostaną zainstalowane urządzenia rejestrujące pomogło opracowanie przygotowane na zlecenie GITD przez specjalistów z Politechniki Gdańskiej oraz Politechniki Krakowskiej. ITD zapowiada dalszą rozbudowę systemu w kolejnych latach.

O odcinkowym pomiarze prędkości będzie informować znak D-51 (z tabliczką kontrola średniej prędkości na odcinku…), który zostanie ustawiony na początku odcinka pomiarowego.

W jaki sposób mierzona jest prędkość?

Zasada działania sytemu jest bardzo prosta. Na specjalnych masztach lub bramownicach nad jezdnią umieszczone zostaną kamery wyposażone w moduł ANPR (automatic numberplate recogniton). Kamery będą miały kolor żółty aby odróżnić je od monitoringu miejskiego. Kontrola będzie polegała na tym, że na określonym odcinku drogi (zazwyczaj jest to od 1km do 7km) będzie mierzona średnia prędkość pojazdu. Pojazd będzie przejeżdżał pod pierwszą bramką, na której będzie wykonywane zdjęcie z dokładnym czasem wjazdu, po czym będzie przejeżdżał pod bramką wyjazdową, która również zrobi zdjęcie z czasem wyjazdu (przejeżdżające pojazdy będą fotografowane od przodu i od tyłu). Opcjonalnie bramek na danym odcinku może być więcej, aby pomiar był bardziej miarodajny. Na podstawie czasu, który upłynął między przejazdem pod pierwszą i ostatnia bramką będzie obliczana średnia prędkość. Jeśli kierowca nie złamie przepisów zdjęcia zostaną natychmiastowo usunięte z pamięci urządzenia. Jeżeli jednak kierowca przekroczy dopuszczalny limit na tym odcinku, może spodziewać się mandatu. Zdjęcia z kamer mają być wysyłane do właściciela pojazdu już w pierwszej korespondencji wraz z wezwaniem do zapłacenia kary lub wskazania osoby, która w danej chwili siedziała za kierownicą.

Uwaga!!! W tym przypadku także obowiązują nowe przepisy, w myśl których za przekroczenie dozwolonej prędkości o 50 km/h w obszarze zabudowanym zostanie odebrane prawo jazdy na 3 miesiące.

Zatory na drodze

W teorii wszystko ładnie wygląda (metoda ma zwiększyć płynność ruchu i zmusić piratów drogowych do zdjęcia nogi z gazu). Niestety rzeczywistość jest zgoła inna. Jak donoszą bowiem media, po uruchomieniu pierwszych systemów na kontrolowanych odcinkach zaczęły robić się poważne zatory. Kierowcy boją się mandatu więc zwalniają w tym miejscu czasami znacznie ponad dozwoloną prędkość np. z dozwolonych 90km/h do 50km/h. Inni kierowcy z kolei boją się ich wyprzedzić i robi się korek. Także w tych miejscach, gdzie system jest dopiero testowany kierowcy jadą zdecydowanie wolniej niż zezwalają na to znaki. Wygląda na to, że bramownice studzą zapał kierowców; czasami jednak zbyt mocno.

Rejestracja przejazdu na czerwonym świetle

W tym samym momencie co odcinkowy pomiar prędkości działa także system rejestrujący przejazd na czerwonym świetle. Na razie w Polsce będzie 20 takich instalacji. System składa się z nowoczesnych kamer, które wyłapują nieuprawniony wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Informacja o wykroczeniu wraz z numerem tablic rejestracyjnych przesyłana jest do systemu informatycznego CANARD (informatyczne Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym) i na tej podstawie służba wystawia kierowcom mandaty od 300 do 500 zł oraz sześć punktów karnych.

Podsumowując

Według entuzjastów rozbudowana sieć urządzeń stacjonarnych i mobilnych, wykrywających naruszenia drogowe ma pomóc w karaniu kierowców łamiących przepisy i tym samym przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa na naszych drogach. Trzeba zatem mieć się na baczności, gdyż GITD nakłada już pierwsze grzywny (w ciągu kilku tyg. wysłano już 43tys. wezwań).

Zdecydowana większość kierowców nie ma raczej wątpliwości, że nie chodzi o kwestie bezpieczeństwa lecz o wpływy dla budżetu państwa. Jeszcze inni twierdzą, że system wcale nie przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa, gdyż po zjechaniu z odcinka kontrolnego kierowcy będą chcieli nadrobić stracony czas i pojadą wówczas szybciej. Pierwsze statystyki wypadków pokażą, kto miał rację.