protest

Przewoźnicy drogowi po raz kolejny protestowali przeciwko niemieckim przepisom o płacy minimalnej, rosyjskim działaniom administracyjnym, które ograniczają transport z Europy Zachodniej i Polski na wschód oraz bezradności polskiego rządu wobec kłopotów, które eliminują ich z europejskiego rynku. 1200 pojazdów wyjechało na drogi w 20 miejscach w całym kraju. Akcja protestacyjna przebiegała sprawnie i pokojowo. Przedstawiciele przewoźników wspólnie z innymi „nowymi” krajami Unii zapowiedzieli już pikietę przed Parlamentem Europejskim w Brukseli.

 

Gra o rynek europejski

Przez ostatnie kilkanaście lat polscy przewoźnicy zdobywali europejski rynek przewozów drogowych. Ciężką pracą zyskali na nim pozycję lidera i to bez niczyjej pomocy. Teraz konkurencyjne kraje (przede wszystkim Niemcy) chcą ich z niego wyeliminować, wprowadzając przepisy o płacy minimalnej dla przewoźników, którzy wysyłają swoich kierowców na terytorium Niemiec. Przepisy te są sprzeczne z zasadami dostępu do międzynarodowego rynku przewozów. Właściciele firm transportowych narzekają też na wymogi proceduralne. Niemcy wymagają bowiem aby dokumentacja rozliczeniowa z kierowcami była wysyłana do kontroli w języku niemieckim.

Strona niemiecka deklaruje, że ich działania mają służyć walce z dumpingiem socjalnym, w rzeczywistości jednak doprowadzi to do upadku wielu polskich firm. Do Niemców dołączają kolejne kraje (podobne przepisy w połowie lutego br. zostały przyjęte we Francji, ich zwolennikami są także Włochy, Belgia, Holandia i Dania). Przedsiębiorcy boją się o swoje interesy, a polski rząd jak do tej pory niewiele zdziałał w tej sprawie.

Do tego narastają konflikty między przedsiębiorcami a kierowcami, którzy chcą wyższych płac. Związki zawodowe domagają się uczciwego wynagrodzenia za ciężką pracę, szacunku i nie deptania godności kierowców zawodowych. Gro z nich nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że wprowadzenie zachodnioeuropejskich przepisów może poważnie zagrozić ich miejscom pracy.

Komisja Europejska nie zdecydowała jeszcze, czy niemieckie przepisy o płacy minimalnej są zgodne z prawem Wspólnoty (KE bada obecnie materiały przesłane przez Niemcy). Polski rząd czeka na jej stanowisko.

 

Blokady na drogach

Pierwszy protest odbył się 04.03.2015 roku w Warszawie, kiedy to przedstawiciele przewoźników drogowych przekazali petycję do Kanclerz Niemiec i Prezydenta Francji, krytykującą wprowadzenie płacy minimalnej. Pod ambasadami tych krajów pikietowało wówczas kilkuset transportowców. Dzięki temu opinia publiczna zwróciła większą uwagę na ten poważny problem.

„Moskwa nas niszczy, Berlin rujnuje, polski rząd na to nie reaguje” – to główne hasło przewoźników, które dało się zauważyć na większości ciężarówek biorących udział w drugim, już ogólnopolskim proteście. Przewoźnicy wyjechali w poniedziałek 23.03.2015 roku na drogi m.in. w okolice przejścia granicznego w Koroszczynie, w województwie zachodniopomorskim w rejon skrzyżowania DK 13 z autostradą A6, na obwodnicę Sochaczewa i na drogę dojazdową do Zgorzelca.

Transportowcy chcieli zwrócić uwagę rządu także na inne sprawy m.in. skutki rosyjskiego embarga dla branży transportowej, brak odpowiedniej ilości zezwoleń na Rosję, czy możliwość dochodzenia przez kierowców zwrotu za zaległe ryczałty.

Przewoźnicy udowodnili, że potrafią działać wspólnie i stawać w obronie firm oraz zasad, które powinny obowiązywać nie tylko w Polsce, a także w całej Unii Europejskiej.

 

Rząd jest nieskuteczny

Akcja protestacyjna miała na celu zaktywizowanie rządu do podjęcia działań, które mogłyby uchronić całą polską branżę transportową przed bankructwem. Nawet 157 tyś firm działających w tej branży może bowiem upaść po wprowadzeniu niemieckich przepisów, a zatrudnieni tam stracą miejsca pracy. Przedstawiciele przewoźników są zdania, że polski rząd tylko pozoruje działania. Protestujący zapowiedzieli, że jeśli rząd nie będzie robił wystarczająco dużo przewoźnicy będą organizowali kolejne manifestacje.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju odpiera jednak zarzuty, twierdząc że to właśnie dzięki ich naciskom część przepisów została zawieszona (chodzi o zawieszenie niemieckich przepisów w odniesieniu do tranzytu do czasu decyzji Komisji Europejskiej). Jednak tranzyt to tylko 20% ogółu przewozów między Polską a Niemcami. Rząd zapewnił także, że cały czas trwają rozmowy przedstawicieli polskich resortów ze stroną niemiecką a MIR jest również w stałym kontakcie z przedstawicielami branży przewoźników transportowych.

 

Podsumowując

Polscy przewoźnicy są zdania, że niemieckie przepisy o płacy minimalnej łamią zasadę unijnego wolnego rynku i mogą ograniczyć ich konkurencję. Do tego dochodzi rosyjskie embargo, które razem z niemieckimi przepisami powoduje, że polski transport stoi na krawędzi opłacalności. Przewoźnicy oczekują od rządzących, że ci nie pozwolą zmarnować efektów ich ciężkiej pracy. Stąd też protesty, które objęły ważne drogi krajowe, skrzyżowania oraz dojazdy do przejść granicznych. Transportowcy wyjechali na drogi aby chronić miejsca pracy w swoich firmach. Według policji, akcja nie powodowała większych utrudnień.

Transportowcy już 25.03.2015 roku wybierają się do Brukseli razem z przewoźnikami rumuńskimi, węgierskimi, czeskimi i litewskimi. Tam będzie debatował Parlament Europejski na temat niemieckich przepisów o płacy minimalnej. Udział w proteście zapowiedzieli też polscy kierowcy, którzy stoją jednak w opozycji do swoich pracodawców.

 

Informacja za www.zmpd.pl, www.tvn24.pl, www.protestprzewoznikow.pl