W ustawie prawo przewozowe znajdziemy informacje dotyczące kwestii procesu reklamacyjnego w transporcie. Każdy zleceniodawca może wstrzymać płatność przez 3 miesiące. Dotyczy to transportów krajowych wykonywanych przez przewoźników (uwaga: zarówno tych wykorzystujących własny tabor, oraz tych, którzy przekazali ładunek podwykonawcy).  Na szczęście sytuacja ta omija transport międzynarodowy (tutaj zlecenia podlegają pod Konwencję CMR).

W prawie nie znajdziemy regulacji dot. terminu płatności. Jest to kwestia do uzgodnienia między stronami. Natomiast, przykładowo, załóżmy, że zleceniodawca umówił się z przewoźnikiem, że zapłaci mu w ciągu 45 dni od daty otrzymania oryginalnego listu przewozowego wraz z fakturą. Przewoźnik wystawił fakturę, wysłał listem poleconym za potwierdzeniem odbioru, otrzymał zwrotkę z poczty i … czeka na pieniądze. Powiedzmy, że powinien je otrzymać 14.09.2012 roku. 15.09. zaczyna się niecierpliwić i wysyła wezwanie do zapłaty. Pomimo, iż w innych branżach gospodarczych tego wymogu już nie ma (po zmianie w kodeksie postępowania cywilnego 03.05.2012roku) -zobowiązuje go do tego art. 75 ust. 2 ustawy prawo przewozowe: „Reklamacje lub wezwanie do zapłaty uważa się za bezskuteczne, jeżeli dłużnik nie zapłacił dochodzonych należności w terminie 3 miesięcy od dnia doręczenia reklamacji lub wezwania do zapłaty”.

Przewoźnik musi czekać 3(!) miesiące od daty doręczenia wezwania do zapłaty, nim złoży ewentualny pozew. Jeśli zrobi to za wcześnie, sąd może uznać pozew za przedwczesny i oddalić powództwo pomimo, że wykonanie przewozu i konieczność zapłaty są oczywiste. Jest to ogromnie krzywdzące dla wszystkich osób prawidłowo wykonujących swoje obowiązki, które oczekują na należne im pieniądze. Jest to jeden z najdotkliwszych błędów prawno-proceduralnych.