rosja flaga

Chociaż cały czas mówimy o rosyjskim embargo, szukamy rozwiązań dla rodzimych przewoźników, którzy swoje usługi skupiali wokół wschodniej granicy, to tymczasem sytuacja rosyjskich przewoźników jest bardzo trudna.

W Rosji firmy transportowe obniżają swoje stawki nawet o 50%, by przetrwać ciężki dla nich okres. Pomimo tak zaniżonych cen nadal rosną opóźnienia w transporcie, a przemysł liczy straty z tego powodu sięgające nawet 7,3 miliarda rubli.

Przewoźnicy na 24 czerwca planują wielki protest. I nie ma co się temu dziwić, ich zyski cały czas maleją, a coraz więcej przedsiębiorstw przynosi tylko i wyłącznie straty.

Obserwując dane z początku roku okazuje się, że popyt na usługi transportowe spadł w samym regionie petersburskim ponad dwukrotnie. W marcu duże i średnie przedsiębiorstwa przewiozły tylko 129 tysięcy ton ładunków.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim zakaz wydany przez władze rosyjskie na przywóz żywności z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych oraz ograniczenia wywozu towarów wytwarzanych w Rosji.

I podobnie jak w Europie, tak i w Rosji ogromnym problemem przewoźników jest przede wszystkim brak wypłaty wynagrodzeń za zrealizowane już usługi. Pieniędzy nie otrzymali przewoźnicy oraz ich pracownicy. Rosjanie nie są w stanie oszacować strat. Rośnie także tendencja do wydłużania terminów płatności nawet do 60 dni, choć pojawiają się głosy, że bywa to nawet 90 dni.

Na taki stan rzeczy wpływa z pewnością dewaluacja rubla i droższego pieniądza. Rosyjscy przewoźnicy równie mocni jak nasi rodzimi chcą, by do końca niezrozumiałe embargo w końcu zostało cofnięte.